Relacja
OPERACJA NIGHT PHANTOM
Rozkaz nr: 07072009
Miejsce: Polska, Województwo Lubuskie, Powiat Międzyrzecki, Gmina Międzyrzecz, Okolice miejscowości: Święty Wojciech (Wojciechowo), Gorzyca, Głębokie międzyrzeckie.
Podmiot:
Grupa Bojowa C - 3. Sekcja Szturmowa "Międzyrzecz"
Cel:
1. Rozpoznanie obiektu "Stacja PKP Gorzyca" oraz terenów przyległych.
2. Rozpoznanie obiektu "OW Głębokie" oraz terenów przyległych.
Wytyczne szczegółowe:
Ludność cywilna, w wioskach, na drogach, wykonująca zwyczajne czynności powinna być traktowana jako umiarkowane zagrożenie - nie dać się wykryć. Ludność cywilna znajdująca się w lasach - powinna być traktowana jako duże zagrożenie (nieprzyjazne bojówki partyzanckie) - zlikwidować, unieszkodliwić, unikać kontaktu. Czas na wykonanie zadania 24h.
Teren:
Lesisty, dominacja lasów iglastych. Poza tym wysokie zagospodarowanie rolnicze terenu. Okolice "OW Głębokie" od strony SW podmokłe (Bagna).
Wsparcie:
Lotnictwo - zależne od pogody, skrzydło samolotów F-16 C\D będące w gotowości w bazie macierzystej w Krzesinach, czas dotarcia do obu celów zadania ok. 7-10 min. Od wezwania.
Prognoza pogody:
Do południa słońce. Temp. >25st.C. Wieczorem opady deszczu, możliwe burze. W nocy zachmurzenie z drobnymi opadami.
Tak wyglądała odprawa 3 Sekcji szturmowej "Międzyrzecz" Grupy Bojowej C przed ćwiczeniami, które odbyły się 7 lipca 2009 roku.
Ćwiczenia miały na celu: poprawę zgrania, przećwiczenie wcześniej nabytych umiejętności pozostania nie wykrytym, maskowania, obserwacji, orientacji na mapie, marszu na azymut, zachowania w razie kontaktu z wrogiem, komunikacji niewerbalnej, bytowania w warunkach leśnych, oraz poruszania się między niskimi zabudowaniami.
Poza tym była to dobra okazja, aby wzmocnić swoją kondycję, wytrzymałość na nieprzyjemne czynniki środowiska, oraz wykonać ćwiczenia fizyczne mające na celu jeszcze większe zgranie drużyny.
Poza tym celem było rozpoznanie terenu pod zbliżające się ćwiczenia, które odbędą się 25-26 lipca.
Zadanie rozpoczęliśmy od znalezienia miejsca, w którym zapoznamy się z mapą, wytyczymy szlak naszego patrolu. Po znalezieniu takowego dwie osoby stały na warcie, a dwie w tym czasie maskowały sobie twarze, wprowadzały ostatnie poprawki w ułożeniu oporządzenia, broni itp. Potem była zmiana.
W założeniach naszego zwiadu widoczne było: "nie zostać wykrytym", więc główne drogi kompletnie odpadały. Wyznaczenie drogi okazało się trudniejsze niż przypuszczaliśmy. Aby nie poruszać się po drogach musieliśmy nadłożyć kilka kilometrów. Oczywiście czasami (na odcinkach nie dłuższych niż 2 km), poruszaliśmy się drogami leśnymi, ale wtedy każdy był gotowy kryć się w każdym momencie na jeden znak któregoś z operatorów.
Przykładem poważnego podejścia do tego punktu w odprawie, było przekroczenie utwardzonej i często uczęszczanej drogi odchodzącej od krajowej "137" spędziliśmy około 1,5 h przekraczając szeroką na 4 m drogę. Często w czasie marszu kierowaliśmy się wzdłuż torów kolejowych, co przyśspieszało marsz, jednak przy każdym podejrzanym hałasie musieliśmy zalegać, aby nie narazić się na dostrzeżenie z pociągu.
Po kilkugodzinnym marszu, w którym w między czasie używaliśmy wielu z wcześniej poznanych szyków, dotarliśmy do zabudowań wsi Gorzyca. Zaczęło się robić ciężko. Ciężar plecaka, oporządzenia i broni zaczynał powoli doskwierać, a zapasy wody wyczerpywały się bardzo szybko. Postanowiliśmy bardziej oszczędnie podchodzić do kwestii wody. Każdy z nas miał minimum 3 litry, co miało wystarczyć. Poza tym mieliśmy tabletki do odkażania wody, jednak woleliśmy z nich nie korzystać i zostawiać je na bardziej ekstremalne potrzeby. Dwójka operatorów pozostała przy plecakach pozostałej dwójki, tworząc tymczasowe gniazdo wypadowe. Druga dwójka bez plecaków, tylko z koniecznym oporządzeniem zaczęła się skradać do zabudowań stacji PKP, która miała zostać rozpoznana. W odległości 20 metrów od stacji w domku jednorodzinnym przylegającym do terenów stacji wyczuły nas psy. Na szczęście okazało się, że ogrodzenie było zamknięte. Jednak to zaniepokoiło właściciela, więc musieliśmy leżeć przez dłuższy czas obserwując, będąc jednocześnie gotowym do ucieczki. Okazało się jednak, że gospodarz nas nie zauważył. Rozpoznaliśmy więc ogólne rozmieszczenie budynków i wróciliśmy do gniazda. Tam rozłożyliśmy plan rozkładu, pokazaliśmy m.in. gdzie znajdują się okna, piwnice itp. Potem zmieniliśmy się i kolejna dwójka poszła sprawdzić czy da się zakraść do środka. (od razu uprzedzam, że jest to opuszczony obiekt i nie zamierzaliśmy się nigdzie włamać, a wejść, przez np. otwarte drzwi.) okazało się to możliwe, dzięki czemu poznaliśmy nawet rozkład pomieszczeń.
Zadanie tutaj zostało wykonane.
Czekał nas kilku kilometrowy marsz w linii prostej. Po wyznaczeniu szlaku okazało się to ok. 9 km. Udaliśmy się więc w bardziej ukryte miejsce, oddalone od wszelkich zabudowań. Tam był wyznaczony czas na odpoczynek. Każdy (oczywiście w zmianach po dwóch) przygotował sobie coś ciepłego do zjedzenia, napił się wody, poprawił maskowanie twarzy, itp. Oczywiście nie było mowy o ognisku. Wszystko musiało odbyć się na małych podkładanych na blaszki podpałkach na grill itp.
Po godzinie ruszyliśmy w dalszy marsz. Były okolice godz. 19. więc musieliśmy się spieszyć, aby udać się na miejsce założenia "obozowiska" przed zmrokiem. Udało nam się to, jednak nie było łatwo. Nad nami rozpętała się burza, opady były tak silne, że w jednej sekundzie byliśmy przemoczeni do suchej nitki. Poza tym na linii marszu ujawniły się niewidoczne na mapie mokradła. Nie jesteśmy "niedzielnymi komandosami", którzy boją się wody, więc w bezpiecznych odległościach a więc praktycznie się dotykając zaczęliśmy powoli przekraczać bagno. Okazało się nie głębsze niż wysokość kolan, więc poszło bez problemów. Po przejściu głównej burzy postanowiliśmy zrobić małą przerwę, jednak nie na odpoczynek a na ćwiczenia fizyczne. Na leśnej drodze była kałuża długa na 20 metrów. Każdy, kto popełnił na zwiadzie jakiś błąd a było ich trochę musiał go odpłacić. Dlatego zaczęły się pompki w wodzie, a za poważne błędy czołganie. Poza tym były jeszcze brzuszki i stanie na wytrzymałość przy drzewie. Oczywiście nawet w chwili takiego "rozluźnienia" każdy musiał mieć broń pod ręką.
Po odbyciu kar, udaliśmy się w dalszą drogę. I znaleźliśmy miejsce, które zaplanowaliśmy sobie na obozowisko. Zbudowaliśmy więc szałas, po wcześniejszym sprawdzeniu terenu. Nie ma żartów, tym bardziej, że teren bliski jeziora może obfitować w dziki. Przez pewien czas z drugiego brzegu jeziora obserwowaliśmy nasz kolejny cel. OW Głębokie (Ośrodek Wypoczynkowy) Zobaczyliśmy, że z jeziora i okolicznych mokradeł silnie paruje woda, więc stwierdziliśmy, że można rozpalić ognisko. Każdy z nas wysuszył mundur, skarpety i buty. Każdy coś przekąsił. Postanowiliśmy wyruszyć na OW w czasie najgłębszego snu ludzi. A więc o godzinie 3. co zmuszało nas do wyruszenia z miejsca obozowiska o 2 ponieważ droga powinna nam zająć ok. godziny. W między czasie poprawialiśmy maskowanie twarzy, każdy zdrzemnął się kilka minut (na zmiany) oraz pilnował czy nikt nas nie podchodzi. W pewnym momencie jakieś zwierze podeszło, ale przestraszyło się ognia. Stwierdziliśmy, że następne szkolenie poprzedzimy trochę na rozpoznawaniu odgłosów zwierząt, aby stwierdzić czy jest się w miarę bezpiecznym.
O godzinie 2 wyruszyliśmy w kierunku OW Głębokie. Na jego terenie poćwiczyliśmy poruszanie się między niskimi budynkami letniskowymi, wykonaliśmy zadanie rozpoznania brzegu, następnie udaliśmy się na miejsce "Zbiórki", chodziło o to, że miała po nas podpłynąć łódź i zabrać nas w bezpieczne miejsce. Czekaliśmy na nią więc na końcu pomostu na najmniej uczęszczanej plaży. Niestety już świtało, a ludzie zaczęli się budzić, czego dowodem była spotkana przez nas grupka ludzi wyjeżdżających z ośrodka, którą na szczęście udało nam się zauważyć i ukryć się w lesie.
Łódź przypłynęła, wsiedliśmy na pokład i wykonaliśmy zadanie. (oczywiście w rzeczywistości nie było żadnej łodzi, a jedynie był to moment, w którym wykonaliśmy zadania) Zadanie zakończyło się dokładnie o 03:56.
Potem był czas na sen, odpoczynek kąpiel w jeziorze itp. Postanowiliśmy, że następne zadanie wykonujemy o godzinie 10 rano. Miał być to powrót do domów. Zgodnie z planem o 10 opuściliśmy teren OW Głębokie. Tam w lesie znów zaplanowaliśmy marsz i tym razem już bez maskowania twarzy maszerowaliśmy w szyku ubezpieczonym na azymut w stronę miejsca, w którym rozpoczynaliśmy zadanie. Po drodze oczywiście kilka krotnie pozorowaliśmy kontakt z wrogiem, sprawdzaliśmy czy zmęczeni wielokilometrowym marszem ciężkim zadaniem i małą ilością snu dalej mamy taki sam refleks. Okazało się, że jednak nie jest z nami tak źle, tym bardziej, że czekało nas prawdziwe zagrożenie. Dzik. W trakcie marszu usłyszeliśmy hałas więc każdy skrył się wzdłuż akurat napotkanej na naszym szlaku drodze. Okazał się to wysoki na około metra, może więcej dzik, bez zastanowienia każdy z nas krzyknął głośno "DZIK uciekamy!" i bez namysłu każdy z nas rozproszył się. Na szczęście zwierze okazało się bardziej przestraszone od nas i także uciekło. Wszyscy się roześmialiśmy. Udaliśmy się więc w dalszą drogę walcząc ze zmęczeniem, ciężkimi plecakami, oraz co niektórzy z potężnymi odciskami na stopach.
Ćwiczenia zakończyły się pełnym 100% powodzeniem.