Penetrując królestwo Neptuna

-Praktycznie od moich pierwszych kilkumetrowych zanurzeń, jeszcze jako nastolatek,zastanawiałem się jak głęboko jest w stanie zanurkować człowiek i samodzielnie powrócić na powierzchnię. Po kilkunastu latach gdy wykonałem ponad pięćset nurkowań w różnych warunkach, czy  to penetrując  wraki w zimnych wodach Bałtyku czy też bajeczne rafy gorących wód Morza Czerwonego  pogłębiała się moja fascynacja bardziej zaawansowanymi formami nurkowań technicznych. Istotną rolę odgrywało w nich zarówno perfekcyjne opływanie, praca z dużą ilością sprzętu, kontrola pływalności, ale przede wszystkim ogromna wiedza i umiejętność zaplanowania każdego szczegółu podczas realizacji nurkowania.- zaczyna opowieść o fascynacji swojego życia szef kompani rozpoznawczej z 17. Wielkopolskiej Brygady Zmechanizowanej z Międzyrzecza, chor. Krzysztof Hnatów. W maju br. w Egipcie udało mu się spełnić jego marzenie, zanurkować na niebagatelną głębokość 103 metrów.

Pomysł nurkowania na tak dużą głębokość narodził się w ubiegłym roku kiedy to Krzysztof z kolegą penetrowali jedno z najbardziej atrakcyjnych dla płetwali miejsc na świecie tzw. Blue Hole w Morzu Czerwonym. -Na głębokości 45m znaleźliśmy małą grotę w ścianie, a w jej wnętrzu rosły piękne gorgonie i pływały śliczne kolorowe rybki. Witek napisał mi na wodoodpornej tabliczce- "niezłe miejsce". Popatrzyliśmy w dół na ściany opadające kaskadami do głębokości ok. 200metrów i pomyślałem wtedy: otchłań! jednocześnie odpisując mu, że jeszcze trzeba tu wrócić tylko ze znacznie głębszymi zamiarami.- relacjonuje chor. Hnatów. I stało się. Tegoroczny urlop i wylot do Egiptu. Powrót na stare śmieci, można powiedzieć. 12 maja 2008 roku chor. Hnatów stanął oko w oko z żywiołem jakim są czeluści królestwa Neptuna. Przygotowania trwały cały tydzień. Wraz z dwójką przyjaciół schodzili na różne głębokości: 50m, 75m i 90m. planowali skrupulatnie każdą minutę i kolejny metr, które mieli pokonać pod taflą błękitnego morza. Debatowali godzinami nad ilością sprzętu zabieranego z sobą. Ustalili w końcu, że musza mieć po 6 butli, a do tego niezbędny ekwipunek oraz część zdublowanego szpeju na wypadek awarii, np. maski, komputery, noże, kompensatory wyporności bojki i inne. , a całość ważyła ponad 100kg.

-Będąc w wodzie, bezpośrednio przed zanurzeniem, wykonałem kilka relaksacyjnych oddechów sprawdzając wszystko i oglądając zapisany plan przystanków dekompresyjnych.- zaznaczył Krzysiek.Po chwili cała trójka była już pod wodą realizując swoje marzenia. Filozofia tego typu nurkowań polega na tym, że zanurzając się płetwonurkowie oddychają gazem coraz uboższym w tlen i azot, a wynurzając zmieniają gaz na coraz bogatszy w tlen celem wysycenia z siebie cząsteczek helu i azotu by w końcowej fazie nurkowania oddychać już niemalże tylko czystym tlenem. Lukę pomiędzy azotem i tlenem musieli wypełnić, nie występującym w powietrzu helem - gazem trudnodostępnym no i niestety bardzo kosztownym.  Wtedy jednak nikt z nich o tym nie myślał.  W piątej minucie po zanurzeniu osiągnęli granicę 103m. -Świeciłem latarką na ogromną ścianę, panował półmrok, temperatura wody wynosiła 22st. Czas jakby płynął dziesięć razy wolniej. Czułem się świetnie, a cztery ogromne, ponad metrowej długości tuńczyki pływały wśród nas na wyciągnięcie ręki jakby dziwiąc się co my tu robimy. - relacjonuje swoje pierwsze wrażenia z morskich głębin chor. Hnatów. Był to moment pełnego wyciszenia. Niestety, już po chwili musieli zacząć się wynurzać gdyż czekała ich długa i żmudna dekompresja. Po 97 minutach nurkowania ponownie łamią taflę wody i gratulują sobie z powodu osiągnięcia założonego celu. Być może w przyszłości uda im się spełnić kolejne marzenia i pobić rekord Guinnesa w nurkowaniu wynoszący 318 metrów.

 

 

Tekst: kpt. Szczepan Głuszczak, chor. Krzysztof Hnatów
Zdjęcia:
Rafał Stróżyk, Witold Gotkowicz, Krzysztof Hnatów