  
|
SEPARATYSTYCZNA REPUBLIKA NADSTRÓŻA

Miejsce: Międzyrzecz, Kęszyca Leśna
Czas: 25.09.2008
Forma: Ćwiczenia

Separatystyczna Republika Nadstróża (Pristróżowie, oficjalnie Republika Nadstróża), to region autonomiczny w zachodniej Polsce. Położony około 10 km. od Miedzyrzecza, w województwie Lubuskim. Istaniał jako niepodległe państwo od 22 do 25 września 2008 roku, kiedy to w wyniku działań zbrojnych przestał istnieć. SRN nie został uznany przez żadne państwo na świecie. Był to obszar o powierzchni około 30 kilometrów kwadratowych. Największe osady ludzkie to Pieski ( stolica ), Kursko i Kęszyca Leśna.
Historia
Region ten był zamieszkiwany przez ludność przesiedloną w wyniku działań wojennych z lat 1939 - 1945. Początkowo ludność ta szybko przyzwyczaiła się do nowych warunków. Z czasem zaczęły pojawiać się nastroje separatystyczne. Niechęci między ludzkie w czasach Polski ludowej nie były czymś masowym. Jednak po roku `89 zaczęły się nasilać. Rząd polski nie przejmował się tym zbytnio. Jednak gdy ludność tego obszaru zaczęła się usamodzielniać problem zauważono natychmiast. Po wstąpieniu do Polski do Unii Europejskiej, "separatyści" stali się solą w oku rządu RP. Kierowali pozwy przeciwko Polsce do europejskich trybunałów z prośbą o uznanie ich autonomii. Unia z milczącą zgodą podchodziła do tej kwesti, a rząd RP kategorycznie odmawiał.
Casus belli
Sytuacja zmieniła się diametralnie kiedy kraje Europy uznały Kosowo.
Dla separatystów był to znak do rozpoczęcia działań na rzecz pełnego uniezależniania się od panstwa polskiego. Potrzebowali sojusznika dla swoich działań. Znaleźli go w postaci potężnego wschodniego sąsiada Polski. Zaczęli organizować bojówki, uzbrojone oddziały cywliów. Początkowo ludność polska na tym obszarze nie była w jakiś sposób brutalnie traktowana. Zdarzały się sporadyczne przypadki aktów wandalizmu. Jednak kiedy oczy świata nadal skupione są na wydarzeniach w Gruzji, separatyści idą za ciosem. Biorąc przykład z wydarzeń w Osetii, 22 września o godzinie 22:00 uznają siebie jako państwo. Republika Nadstróża, taka była jej nazwa, tworzy własny rząd. Polska przymuje to z oburzeniem. W tej chwili sytuacja rozwija się lotem błyskawicy. Wywiad donosi o prześladowaniach ludności polskiej, przemieszczaniu się bojówek wzdłuż granicy oraz o możliwościach przeprowadzenia zamachów terrorystycznych. 23 września następują po sobie dwa najgorsze możliwe scenariusze. W godzinach wieczornych dochodzi do zamachu na ministra ON a kilka godzin później to czego rząd polski obawiał się najbardziej. Rząd SRN poprosił Kreml o uznanie niepodległości.
24 września, przez cały dzień trwają gorączkowe rozmowy. Późnym wieczorem zapada decyzja o interwnecji zbrojnej w celu obalenia SRN, zanim zostanie uznany za niepodległe.
Działania zbrojne
Do ataku na SRN wyznaczona została 17 WBZ, jednostki specjalne oraz pułk śmigłowców bojowych. Plan rozprawienia się z "bandyckim tworem" zakładał II fazy. Teren do działań był niesłychanie trudny. Wzniesienia morenowe, gęste lasy i podmkołe obszary utrudniały działania. Jedyną najlepszą drogą do ataku była droga nr 137 Międzyrzecz - Sulęcin.
Wywiad doniósł, że rebelianci stworzyli pozycje obronne wzdłuż dawnego pasa fortyfikacji. Wykorzystali stare umocnienia i przeszkody terenowe.

Terytorium SRN i obszar działań zbrojnych.
I faza odbyła się w godzinach rannych. Na obszar graniczny wysłano jednostki specjalne, których zadaniem było w jak największym stopniu "kąsać" wroga, wporwadzić zamęt i dezorganizacje. Operację tę oznaczono kryptonimem "Czarny Rekin". Po godznie 13 nastąpiła decydująca faza. Oznaczona została kryptonimem "Lubuski Miecz".

Kompania czołgów oczekuje na stacji w Międzyrzeczu. W operacji nie wzięła jednak udziału.

Dywizjon artylerii samobieżnej zmierza na pozycje wyjściowe.
Z dwóch kierunków ( zachodniego i wschodniego ), wzdłuż drogi krajowej 137 do ataku ruszyły 2 bataliony zmechanizowane oparte na KTO Rosomak, wspierane przez dywizjon artylerii samobieżnej oraz śmigłowce bojowe. Natarcie ruszyło z Międzyrzecza i Wędrzyna. Rebelianci zostali błyskawicznie wyparci z pozycji i rozproszeni po lasach. Niecałe popołudnie zajęło siłom polskim, wyłapanie wszystkich rebeliantów. Na miejsce jednostek bojowych zostały wprowadzone siły, których zadaniem była odbudowa i trzymanie porządku na tym obszarze.

Transport KTO Rosomak na pozycje.
Kilka dni po zakończeniu działań w internecie można było znaleźć ciekawe opisy żołnierzy z tej akcji. Na największą uwagę zasługuje szczegółowy opis żołnierza o pseudonimie Kierek. W polskich i zagranicznych mediach działania polskiej armii ocenione jako perfekcyjnie wykonane.
CZARNY REKIN
To był 22 września. Pamiętam, bo wtedy miałem wspaniałą kolację z dziewczyną. Niestety skończyło się szybko. Dostałem telefon. Wiadomość była krótka. Zbiórka w jednostce za 25 minut. Bezzwłocznie. Nie wiedziałem o co chodzi, no bo skąd miałem wiedzieć. Musiałem wytłumaczyć jej, że nic się nie stało, że pewnie znowu nowy dowódca jednostki chce sprawdzić funkcjonalność GSRu (grupy szybkiego reagowania). Szczerze mówiąc po wszystkim, wolałbym, żeby właśnie tak było.
Było koło 22. Jeszcze nigdy nie widziałem, żeby tyle ludzi na raz chciało wejść do jednostki. Myślałem, że to ćwiczenia, ale po tym, jak zobaczyłem, że przyjechał Bartosz i Paweł wiedziałem, że to nie przelewki. Wtedy stary opowiedział nam o wszystkim...
To przez Nadstróżan. Szuszwole nie mogli żyć cicho w swoich wioskach, naoglądali się w telewizji Gruzji i niepodległości im się zachciało. Szkoda słów. Banda wieśniaków, którzy nawet nie potrafią dobrze po Polsku mówić chce zakładać swoje własne państwo. Cała jednostka została postawiona w stan gotowości. Wszyscy musieli spać w koszarach na wszelki wypadek.
23 września stało się coś, czego nikt się nie spodziewał. Wieśniaki zorganizowali zamach na podróżującego przez zachodnią Polskę ministra obrony. Oczywiście chłopaki z BORu załatwili ich. Było ich ze dwudziestu zaczaili się w krzakach przy drodze i chcieli wysadzić auto w stylu Irakijskich bojówkarzy. Widać, że nie mieli doświadczenia. Nie dość, że ich ładunek (jak później zbadali saperzy) nawet w 1/4 nie zadziałał to jeszcze zdetonowali go na samochodzie, który był podpucha. Nawet dzieci wiedzą, że VIP rzadko kiedy jedzie w limuzynie. Większość VIPów jedzie albo w karetce, która jedzie jako ostatnia w szyku albo w większym opancerzonym vanie. Całe szczęście, że Nadstróżanie to partacze. W zamachu nikt nie ucierpiał, poza urwanym kołem i rozpłataną maską w limuzynie też nic się nie stało. Ale czegoś takiego w Polsce jeszcze nie było. BORowiki wyłapali wszystkich rebeliantów z okolicy. Kilku zginęło, bo bronili się. Wywiad doniósł potem, że byli całkiem dobrze uzbrojeni jak na niedoświadczone bojówki. Wtedy, zacząłem z kumplami gadać o tym, że pewnie niedługo już posiedzimy w ciepłych i suchych koszarach.
25 września stary zawołał mnie - nie wiem czy się przedstawiałem wcześniej, ale chłopaki z oddziału wołają na mnie Kierek. Poszedłem do jego gabinetu. Tam siedziało już kilka osób. Ze znanych mi rozpoznałem Pawła - z racji budowy każdy wołał na niego Gruby, a on zawsze podpisywał się przez "Ó" nie wiem dlaczego... Był też Bartosz, tego znam jeszcze ze szkoły podoficerskiej a wcześniej z podstawówki i liceum. Tylko studia robiliśmy gdzie indziej... Mój stary kumpel. Na niego wszyscy wołali Stanik. Z dwóch powodów. Pierwszym było nazwisko a drugi to jego zamiłowanie do młodych piersi. Było jeszcze kilku, ale tylko jeden zwrócił moją uwagę. Miał na sobie amerykański mundur, ale co dziwne nie w UCP ale w starym "woodlandzie" Dopiero później zapytałem Stanika i okazało się, że to jakiś jankeski SF. Stary zaczął odprawę.
Nie będę pisał, co mówił, po pierwsze, bo mi nie wolno a po drugie nie mam na to czasu.
Jednym słowem chodziło o to, że Wsioki z SRN zaczęły się coraz bardziej burzyć i domagać o uznanie niepodległości. Zaczęto dyskryminować na terenach Nadstróża Polaków. Tego dla rządu było za wiele. Widać, że SRN nie przebierał w środkach a ich działania były lepsze niż pierwszy zamach. Jedynym wyjaśnieniem było to, że dostali jakieś wsparcie. Wywiad wojskowy dowiedział się, o transporcie AK 47. AK były rosyjskiej produkcji, niestety nikt nie wiedział, skąd były dostarczane.
Stary powiedział nam, że satelity znalazły w okolicznych lasach obóz, do którego prowadzą stare tory kolejowe, którymi pierwszy raz od 40 lat jechał pociąg. Okazało się, że wcześniej przechwycony transport uzbrojenia nie był jedyny...
Dostaliśmy zadanie. znaleźć i zniszczyć zbrojownie i magazyny SRNu.
Około 9 zostaliśmy podrzuceni w cywilnym aucie w okolice Kęszycy.
Była tam nasza trójka Ja, Stanik, Gruby i ten amerykanin. Okazało się, że doskonale zna polski, bo jest polakiem z pochodzenia, a idzie z nami jako obserwator międzynarodowy. Tak zaczęło się nasze zadanie. Czarny Rekin taki miało kryptonim.
Amerykanin miał na imię George, dlatego z chłopakami od razu zaczęliśmy wołać na niego Grześ. Był całkiem spoko. Miał poczucie humoru.
Pamiętam, że jako dzieciak bawiłem się w tych lasach, po których teraz szedłem uzbrojony po zęby. Przypadła mi niewdzięczna rola dowódcy. Nie lubiłem tego, bo chłopaki mieli ten sam stopień. Na szczęście nie raz byłem z nimi na ćwiczeniach.
Kilka godzin szliśmy przez las w odległości kilku kilometrów od torów. Szliśmy wzdłuż nich. Wtedy zrobiliśmy sobie przerwę na mały posiłek. Każdy z nas wyciągnął swoje racje. Najpierw jadłem ja i Amerykanin, a potem Staniu i Paweł. Kiedy Paweł chował swoje resztki usłyszeliśmy hałas. Było to jak pęknięcie gałęzi. Wtedy dałem znak Amerykaninowi, żeby zobaczył co się dzieje. Widać, że nie była to jego pierwsza misja. Bez śladu zdenerwowania wyciągnął ze swojego pasa małą lornetkę, położył się za wystającym konarem drzewa. Czekaliśmy w napięciu co nam odpowie. Wydawało mi się, że patrzy tam z piętnaście minut, byłem zestresowany. Mimo tego, że byliśmy z chłopakami na misjach w Iraku i A-stanie nie mieliśmy sytuacji walki w środku lasu. Oczywiście nie raz ćwiczyliśmy to na poligonach, ale to nie to samo. Wtedy Grzesiek obrócił się do mnie i trzymał kciuk pochylony poziomo. Okazało się, że kontakt to zwierzyna. Dwie sarny które szły prawdopodobnie do rzeki Strugi Jeziornej. Przy okazji to właśnie od tej rzeczki ma nazwę SRN. Zeszło ze mnie napięcie.
Poruszaliśmy się skokami. Dwójka szła na przód osłaniając się nawzajem, a druga na pozycji trzymała tył i boki. Przeszliśmy może z 15 km w gęstym lesie. Szczerz e mówiąc widać było po nas, że jesteśmy już trochę zmęczeni. Powietrze było ciężkie jak zazwyczaj w lasach liściastych. Kiedy tak pilnowałem swojego sektora przyszło mi na myśl, że tereny te wyglądają jak Wietnamska dżungla i nadawałyby się nawet do jakiegoś filmu. Dobrze, że Amerykanin miał Maczetę.
Zbliżyliśmy się po długim marszu do drogi krajowej nr 137 do Sulęcina. Grzesiek pełnił funkcję radiooperatora. Kazałem mu się połączyć z dowództwem.
-Gniazdo, Gniazdo tu Orzeł 1
-tu gniazdo co tam orzeł
Jesteśmy przy Trakcie - tak kazano nam mówić na 137-mkę
-ok Orzeł1, Tamtą stronę drogi sprawdza Orzeł2 i 3. Wy zawróćcie na południe i zbadajcie teren w kwadracie 7
-zrozumiałem Over and out - powiedział Grzesiek.
Kwadrat7 był to po prostu teren po drugiej stronie torów. Odeszliśmy więc od drogi o 2 km na południe, I zaczęliśmy zmierzać w stronę torów. Marsz był wyczerpujący. Robiliśmy kilkuminutowe przerwy mniej więcej co 2 kilometry. Oczywiście od momentu wyjścia z samochodu w okolicach Kęszycy porozumiewaliśmy się tylko znakami. Podczas przerw szukaliśmy dogodnego miejsca do obrony. Kontakt z wrogiem był nad wyraz prawdopodobny, myślę, że mogę nawet napisać, że pewny.
W końcu doszliśmy do torów. Były one położone na bardzo wysokiej, bo 15 metrowej skarpie. Przystanęliśmy więc. Wtedy kazałem Stanikowi wejść na nasyp i zobaczyć co widać po drugiej stronie. Wgramolenie się na nasyp zajęło mu kilka minut. Każdy z nas osłaniał go. Kiedy w końcu wychylił głowę, każdy zamarł i czekał na to co pokaże. Machnął tylko ręką, i pokazał, że jest "czysto" Wtedy pojedynczo zaczęliśmy wchodzić po skarpie. Postanowiłem, że założymy małe ładunki wybuchowe na tory. Pawełek miał w oporządzeniu dwie miny claymore, założył je na tory, a radiowy detonator zabrał ze sobą.
Na nasypie zebrałem ludzi, i zapytałem:
-dobra chłopaki to jak? -
Stanik od razu mówi, - co jak? kurwa Kierek, idziemy na dół i robimy co mamy zrobić i tyle.
-nie - skwitował to krótko Grzesiek - chodźmy kilka kilometrów górą, Stróżanie to amatorzy, pewnie schowali swój obóz niedaleko od torów, a widzieliśmy przecież, że po tamtej stronie nic niema. To po co mamy się im prosto do domu wbijać?
Przyznałem mu racje.
Ruszyliśmy więc wzdłuż torów. Idąc bardzo powoli dwójkami, jak wcześniej.
Każdy prześwit, z którego było widać dół nasypu dokładnie sprawdzaliśmy. A potem przebiegaliśmy, aby jak najkrócej być na widoku. Droga wzdłuż torów przyspieszyła nas. Nie musieliśmy przedzierać się przez zarośla, jednak musieliśmy podwójnie się skupiać. Nie raz zatrzymywaliśmy się i chowaliśmy się w zarośla przy torach nasłuchując czy to nie patrol.
Za którymś z kolei takim czekaniem okazało się, że hałasu nie wywołała zwierzyna. Paweł lewą ręką kilka razy "poklepał się" po uchu. Znaczyło to, że coś słyszy. Leżeliśmy w krzakach. Na naszych czołach zaczęły się pojawiać świeże krople potu. Od kilku minut leżeliśmy z odbezpieczoną Bronią, rozwiniętymi workami na odzysk. Ja rozpiąłem klamrę w jednej z ładownic. Zawsze tak robię, żeby w ferworze walki nie zmagać się jeszcze z klamrą. Wtedy usłyszeliśmy rozmowę, z charakterystycznym dla szuszwoli ruskim akcentem. Dałem znak chłopakom, że widzę ich. Było ich dwóch. Zwykli wiejscy ludzie. Jednak wtedy o tym nie myślałem dla mnie były to cele. Oceniałem ich wygląd, żeby zorientować się na ile są nam w stanie zagrozić. Oboje mieli na oko po 20 25 lat byli dobrze zbudowani, a w rękach trzymali świecące jeszcze AK 47s. Do magazynków mieli przyklejone taśmą dodatkowe magazynki. Stary patent specnazu. Rozmawiali po polsku, ale jak mówiłem, z akcentem. Dałem znak chłopakom, żeby wstrzymali się z ogniem. Chciałem poczekać, sprawdzić czy nas zauważą. W końcu i tak byli na muszce trzech wyszkolonych żołnierzy. Trzech bo Paweł cały czas sprawdzał, czy nikt nie zachodzi nas od tyłu albo boków. Minęli nas nawet nie przerywając swojej rozmowy. Nie było słychać o czym rozmawiają, ale widać było, że byli nerwowi. To dobrze. Nerwowy człowiek popełnia więcej błędów pomyślałem. Odeszli od nas na ok. 50 metrów.
Myślałem, że już po wszystkim, ale wtedy odezwało się radio, którego Amerykanin przez pomyłkę nie ściszył.
-Orzeł1 zgłoś się tu gniazdo! Orzeł1! Tu gniazdo!
Pamiętam, jak stanik spojrzał na jankesa, wyglądało to, jak by chciał się na niego rzucić i poprzegryzać mu tętnice. Ja patrzyłem na cele. Odwrócili się nagle, przeładowali broń i zaczęli biec w naszym kierunku. Nie było czasu na myślenie. Zadziałała pamięć mięśniowa oddałem dwa strzały do jednego, chciałem zmienić cel, ale wtedy zobaczyłem jak głowa tego drugiego po prostu eksploduje. To Grzesiek naprawił swój błąd.
Wiedziałem, że strzały szybko zwabią tu kolejne czujki. Cała nasza czwórka osłaniając się wzajemnie wbiegła na torowisko. Okazało się, że mój cel jeszcze żył. Dostał w płuco i miał odmę prężną. Paweł znalazł się przy nim pierwszy odkopnął jego kałacha, Staniu w tym czasie podbiegł do bezgłowego ciała, odruchowo także odsunął od niego broń. I tak raczej nie było szans, żeby ten wstał i zaczął do nas strzelać. Spojrzałem na zegarek była wtedy 13:10. Powiedziałem do chłopaków
-dobra zabieramy ciała i schowamy w krzakach. Staniu znoś bezgłowego, Paweł weź żyjącego. Grzesiu znajdź jakieś miejsce w krzakach gdzie można by ich schować.
- OK.
Radio nie milkło cały czas ten sam komunikat: -Orzeł1 zgłoś się tu gniazdo! Orzeł1! Tu gniazdo!
Ja chwyciłem ich kałachy. Wrzuciłem je do dołu który znalazł Grzesiek. Na nie poleciał bezgłowy. Żyjącego opatrzyłem. Założyłem opatrunek trójdzielny, który umożliwił mu jako takie oddychanie. Zapytałem go gdzie jest obóz.
-Nie powiem
-gadaj człowieku bo tu zdechniesz, gdzie jest kurwa ta zbrojownia te magazyny!
-ni....Nie
-człowieku możemy cię uratować wrócisz do życia tylko powiedz gdzie jest obóz
-p-p-p-pierrr- pierdol Ss si..ie
Wtedy Grzesiek wrzucił go do dołu do bezgłowego. Ten chłopak naprawdę mógł żyć mogliśmy podać dokładne współrzędne, i po odejściu od tego miejsca mógł przylecieć po niego śmigłowiec z wyciągarką.
-Orzeł1 zgłoś się tu gniazdo! Orzeł1! Tu gniazdo!
-Tu orzeł1 o co chodzi gniazdo? Przez was wdepnęliśmy w śmierdzącą kupę.
-podaj swoją pozycję orzeł1
Paweł odczytał wtedy z mapy naszą pozycję, a ja i stanik kończyliśmy zacierać ślady po walce. W między czasie chłopak który był ranny zmarł, nie było czasu na reanimację. Musieliśmy z tamtąd uciekać.
-Tu gniazdo, orzeł1 kierujcie się na południowy zachód. Tam nasz samolot bezzałogowy wykrył obóz. Macie go zniszczyć. Dostajecie wsparcie rozłożonych na wschód od was chłopaków z Sójki2. Na radiu na częstotliwości DIAMENT możecie od nich żądać wsparcia moździerzowego ich kryptonim MŁOT . Jak tego będzie mało, to chłopaki mają kontakt ze śmigłowcami. Macie wsparcie trzech Mi-24 z rakietami. W gotowość postawione jest też skrzydło f-16. Powodzenia.
-Copy that Over & out.- widać, że Grześ nie pozbył się swojego języka.
Dokończyliśmy swoje. Zasypaliśmy ciała, a wszystko przygarnęliśmy świeżą ściółką. Poszliśmy w kierunku nakazanym przez górę. Posuwaliśmy się tak powoli i ostrożnie, jak jeszcze nigdy tamtego dnia. Nie myślałem o tamtych chłopakach, ale po wszystkim ciekawiło mnie, czy ktoś ich odnajdzie i pochowa na cmentarzu.
Przeszliśmy kilka kilometrów. Przekroczyliśmy rzekę, na szczęście trafiliśmy na bród, i nie musieliśmy moczyć się zbytnio. W końcu temperatura nie była zbyt wysoka. Około godziny 16 zaczęliśmy dochodzić do obozu. Leżał on w małej dolince. Kazałem chłopakom obserwować, a sam z Grześkiem ustalaliśmy plan. Stanik i gruby pokazywali, że w obozie jest koło 15 osób. Nie wypuszczali żadnych patroli, a w rogach obozu stały prowizoryczne wieżyczki.. Prawdopodobnie nawet nie usłyszeli naszej wcześniejszej potyczki. W powietrzu było słychać strzały artylerii. To pewnie 17WBZ zaczęła szturmować Pieski - pomyślałem.

Żołnierze jednostki rozpoznawczej podzczas wykonywania zadania
Postanowiliśmy uderzyć z jednej strony. Było nas zbyt niewielu, żeby się rozdzielać. Od razu Kazałem skontaktować się Grześkowi z Naszym wsparciem. Potem przejąłem słuchawkę.
-Młot zgłoś się tu Orzeł1
-zgłaszam się orzełku co tam?
-jesteśmy na miejscu podaje wstępne koordynaty (.)
-zrozumiałem już ustawiamy narzędzi. Potrzebujecie czegoś więcej?
- na razie nie. Ale zawiadomcie ważki, że coś się szykuje
-OK.
-czekajcie na nasz sygnał. bez odbioru
Wsparcie było zapewnione. Teraz wszyscy czekali na mój znak. Wtedy za plecami usłyszałem
-Sztoj e ta! STÓJ!!!
Przez moją rozmowę przez radio zostawiłem lukę w obronie. Nie zauważyłem jednego z wieśniaków. Paweł naprawił mój błąd i oddał do niego dwa strzały. Już nikt nie potrzebował mojego znaku. Na szczęście za plecami był tylko jeden już martwy. Kule rozpłatały mu ramię, i szyję, sprawiając, że głowa zawisła na kawałku skóry z komicznym grymasem.
Ruszyliśmy na obóz. Krótkie kontrolowane serie poszły w kierunku wież. Grzesiek dał sygnał, aby rozpoczęto ostrzał, i na Bieżąco korygował współrzędne. Z namiotów wybiegały nowe cele. Krzyknąłem do stanika, żeby położył się na ziemie i walił do tych obok namiotów. Klepnąłem Grubego, żeby pobiegł za mną. Razem obeszliśmy obóz. Usłyszałem wtedy dźwięk silnika. Dobiegał z największego namiotu przykrytego siatką maskującą. Wyjechał z niego pojazd opancerzony BTR80. Wtedy przez znaki zapytałem, czy Grzesiek ma ze sobą jakąś broń przeciw pancerną. Pokręcił głową. Wtedy zostawiłem Grubego samego na pozycji. Dalej ostrzeliwał się. I chował do dziury, kiedy musiał zmienić magazynek. Kiedy byłem w połowie drogi do Grześka i Stanika jeden z pocisków moździerzowych spadł niedaleko ode mnie. Podmuch przewrócił mnie, myślałem, że już nie żyje, bo wszystko zakręciło mi się przed oczami. I przez chwilę nic nie słyszałem. Wtedy podbiegł do mnie Paweł walnął mnie w twarz i krzyknął
-Nic Ci nie jest wstawaj kurwa bo obu nas tu zabiją!
Nic nie mówiąc wstałem. I pobiegłem za nim. Wtedy na jakiś czas Stanik przejął inicjatywę. Kazał nam wycofać się. Cały czas ostrzeliwując się odbiegliśmy na kilkaset metrów od obozowiska. Wtedy Grzesiek nie czekając na rozkaz wezwał śmigłowce wyposażone w rakiety powietrze ziemia. Wieśniaki goniły nas rozłożyliśmy się więc w dziurze za zwalonym drzewem i waliliśmy do nadbiegających. Wtedy ja znów zacząłem dowodzić. Razem z Grześkiem daliśmy ogień zaporowy, a chłopaki trochę się rozeszli. Zrobiłem tak, żeby przypadkiem nie rozwalił nas wszystkich jeden granat. Szkoda, że nikt z nas nie miał granatnika. Ja miałem przy sobie tylko 2 granaty obronne i 2 zaczepne. Troche mało jak na kilkudziesięciu przeciwników. Podobnie sprawa z granatami wyglądała u reszty.
Wtedy usłyszeliśmy warkot śmigieł to 3 Mi-24 przeleciały nisko nad koronami drzew i swoimi rakietami zryły powierzchnię obozu. Bo ich przelocie, z pełnymi magazynkami ruszyliśmy więc tyralierą w stronę obozu. Po drodze kilka celów straciło życie. Ale przeciwników nie ubywało. Do tej pory nie wiem, jak w tych kilku namiotach mogło zmieścić się ich aż tylu, a to nie był jeszcze koniec.
Parę razy podczas powrotu do obozu musieliśmy zdrowo przykleić się do ziemi, bo wsioki pochowali się w dziurach i pruli do nas bez ustanku. Wtedy w ruch poszły granaty. Grzesiek jak to Amerykanin świetnie rzucał granatami. Ten ich baseball jednak do czegoś się przydaje. Znowu doszliśmy do obozu. BTR stał rozwalony. Chłopaki z Ważek dobrze się spisali. Ale dla nas to nie był koniec roboty. Wciąż z terenu obozu padały strzały. Ja byłem już pusty, wystrzelałem wszystkie 12 magazynków, a nie było czasu, na uzupełnianie ich amunicją luzem, którą każdy z nas nosił w chlebaku. Krzyknąłem do Stanika bo stał najbliżej
-Ile pestek Ci zostało?
-Jeszcze pare w tym i dwa całe magi!
-Dawaj jeden jestem pusty!
Wtedy rzucił mi magazynek. Sytuacja wyglądała u każdego podobnie, i jeżeli nic byśmy nie zrobili było by raczej kiepsko. Bo Stróżan wcale nie ubywało. Wtedy wrzasnąłem do Grześka, żeby wzywał lotnictwo.
-zrozumiałem orzeł 1 wysyłamy do was wspaniałe video
Wideo, to w slangu bomba kasetowa. Wiedzieliśmy, jak wiele pomyłek i rannych wśród swoich potrafiła spowodować ta broń. Nie oglądając się za siebie ruszyliśmy więc biegiem byle jak najdalej od miejsca bombardowania. Po jakiś 3 minutach nad nami przeleciał f-16 i zrzucił bombę. Seria kilkuset eksplozji wstrząsnęła ziemią. Liście posypały się z drzew.
Każdemu z nas przychodziło tylko jedno słowo do głowy
-O KURWA!
Po tym każdy z nas sprawdził ile mu zostało pestek i ruszyliśmy kolejny raz w stronę obozu. Nie zwracaliśmy uwagi na rannych leżących po drodze, Ci ludzie przed chwilą chcieli nas zabić. Doszliśmy do obozu. Po drodze wystrzelałem do cna magazynek od stanika. Przerzuciłem więc swój karabin na plecy i wyciągnąłem pistolet. Paweł już od bombardowania także szedł z pistoletem. Jak już mówiłem nie było czasu na ładowanie pustych magów. Tylko stanikowi zostało pare pestek w karabinie. A Grzesiek wyciągnął swoją krótką strzelbę. Jak się nie mylę był to remington. Po akcji powiedział nam, że nigdy się z nią nie rozstaje w pracy.
Obóz wyglądał na pusty. Zaczęliśmy więc go przeszukiwać. Grzesiek swoją strzelbą rozpieprzył radio, którym prawdopodobnie wzywali posiłki. Jeden granat poszedł w skład paliwa. W między czasie Gruby wysadził jeszcze tory, które wcześniej zaminował. Zniszczyliśmy cały obóz.
-Tu orzeł1, Tu orzeł 1 gniazdo zgłoś się!
-Tu gniazdo co jest orzeł1?
-Zadanie wykonane proszę o dalsze instrukcję, mamy małe zapasy amunicji, wszyscy zdrowi.
-wracajcie do strefy zrzutu tam przyleci po was śmigłowiec. Świetna robota chłopaki! Do zobaczenia w bazie!
-bez odbioru.
-Chłopaki przeładować się! I wracamy do domu - powiedziałem.
Ruszyliśmy więc w stronę lądowiska, cały czas zachowując ostrożność. Jednak nic się nie wydarzyło. Roześmialiśmy się, i zaczęliśmy pakować nasze oporządzenie do samochodu. Na szczęście nie było żadnej walki, krwi, ani przeciwników to wszystko działo się w naszej wyobraźni, ale wylany pot był prawdziwy. Ćwiczenia zakończyły się pełnym sukcesem!

Fotorelacja
Obszerna fotorelacja dostępna jest w galerii.
opracował: Kierek i Stanik
zdjęcia: Stanik
zredagował: Knopers
data publikacji: 18.11.2008
|