Relacja
Jeden z największych w Polsce zlotów, które mogą się poszczycić nazwą prawdziwego zlotu. Oficjalnie trwał przez 3 dni 1-3 maj, jednak większość uczestników przybyła tutaj przynajmniej na 4 dni. Pierwszy raz impreza organizowana przez Team Delta z Zielonej Góry, odbywała się oficjalnie pod patronatem WMASG - czyli największego w Polsce portalu stricte Airsoftowego. Wpisowe wynosiło 50zł, zapisanych było ok. 500 osób. Nie mogło oczywiście na tym zlocie zabraknąć przedstawicieli formacji PJS.
PROLOG
Plany były ambitne. Armia Andurii oraz dowódctwo ONZ i NATO chcieli wystawić do walki cały TF (Task Force - grupa działające pod dowódctwem armii, liczące ok. 30 osób) składający się z elity żołnierzy z Polski, w tym Polskie Jednostki Specjalne. Jednak sytuacja polityczna nie była łatwa. Prezydent i Premier nie mogli się dogadać, dlatego plany stworzenia TF poszły w łeb. W wolnym mieście Urdar pojawili się oczywiście polscy żołnierze, jednak działali oni bez wiedzy państwa, bez odgórnej organizacji, i walczyli po stronie partyzantów z Andurii...
Mówiąc wprost, formacji niestety nie udało się stworzyć działającego, jednolicie wyposażonego w wz.93 TF-u, wynikło to z problemów prywatnych, oraz nieszczęscia jakim bywa czasami praca. Na zlocie pojawili się: Szmerglu (w trakcie trwania zlotu jeszcze nie w formacji), Wally, Stanik i ja - Kierek.
Rozdział I Czwartek 1 maj
Panowała Cisza. Wolne miasto Urdar było spokojne jak nigdy. Powietrze było gęste tak, że można było ciąć je nożem. Do miasta wciąż przybywały nowe oddziały, które jednak spędzały czas na treningach, szykowaniu ekwipunku oraz delektowania się spokojem, oraz podziwianiu widoków. Nocą w pobliżu miasta widać było wielkie ogniska oraz słychać brzęk butelek. To partyzanci czerpali radość z ostatnich chwil spokoju. Zołnierze z drugiej strony nie byli gorsi. Do Miasta wciąż przybywały posiłki, a najemnicy wyczuwszy zbliżający się konflikt i spory zarobek przybyli jak hieny szukające padliny...
Mówiąc wprost, większość ludzi już w Czwartek przybyła na zlot. Dzień ten minął na rozbijaniu sobie namiotów, rozmawianiu ze starymi znajomymi, żartowaniu i kulturalnemu spijaniu piwka. Oczywiście nie obyło się bez incydentów. Ja i Stanik oraz nasi znajomi z Międzyrzecza USSF ECHO 7, mieli małe problemy z zakwaterowaniem na nocleg, jednak dzięki dobremu sercu chłopaków ze Świebodzina czyli AWR bezproblemowo przenocowali nas przez cały czas trwania zlotu w swoim wielkim NS-ie.
Rozdział II Piątek 2 maj - Logistyka
Nastał poranek. Atmosfera zagęszczała się coraz bardziej. W obozach wszystkich stron było czuć napięcie. Na strzelnicach panował tłok, wszyscy chcieli ruszyć do boju
z bronią przestrzelaną, oraz gotową na wszelkie niespodzianki. Napięcie było ogromne, naszczęście logistyka obozowisk pozwalała na wszystko. Jeżeli wojownik poczuł nieodpartą potrzebę wyduszenia z siebie zła, nie było problemu po obozach krążyły karawany, ruchu ewangelickiego TOI-TOI i zło mogło zostać bezproblemowo wyduszone. Gorący klimat zaspakajały także pokaźne zasoby wody pitnej, a szykowaniu sprzętu dopomagał przyjaciel wszystkich, pies o wdzięcznej nazwie AGREGAT. Szczekał przez cały dzień i większą część nocy, dzięki czemu wszędzie panowała światłość, oraz skupienie pozwalające naładować swoje wewnętrzne BATERIE.
Wieczorem śmiechy oraz rzucane dla rozluźnienia atmosfery żarty ucichły. We wszystkich obozach odbywały się odprawy, nie było wesoło. Śmierć czekała na swoje żniwo...
Mówiąc wprost, dzień minął jak poprzedni na odpoczynku i nie robieniu niczego szczególnego. Wiele osób przestrzeliwało repliki, ustawiału Hop Siupy, Obóz był oczywiście jeden, a logistyka była na prawdę nie do pobicia. Na tym polu Team Delta zawsze błyszczy. Były Toi-Toie, prąd, woda. Nic więcej do życia na obozie nie jest potrzebne. Wieczorem tradycyjnie wyświetlono bardzo smieszną prezentację oraz wprowadzono uczestników w zasady panujące w scenariuszu.
Rozdział III Sobota - Wojna
Godzina 9:00. W wolnym mieście Urdar było słychać obijanie metalu o metal. Jednak nie były to dźwięki z pobliskiej huty. Były to trzaski szykujących się do walki oddziałów, broń zderzała się ze sobą. Powietrze było gęste, ciężko było się poruszać. Deszcz spadający na stojących na zbiórkach żołnierzy wydawał się parować. Tak zagrzani do walki się obudzili. Po sprawdzeniu komunikacji oddziały na swoich pozycjach usłyszały ogromny huk. To Armia Andurii rozpoczęła pacyfikowanie miasta. Rozpoczął się konflikt. Nasz oddział był w pobliżu sztabu. Założyliśmy bazę wypadową w lesie, i co 20 minut wysyłaliśmy patrole w pobliże drogi, oraz do sąsiednich TFów, w celu zdobycia informacji o wrogu. Po mniej więcej godzinie bez kontaktu, dostaliśmy rozkaz... "WRÓG NA SEKTORZE WARTA, ZNALEŹĆ ZNISZCZYĆ, ODBIĆ SEKTOR, UMOCNIĆ POZYCJĘ".
Rozkaz był prosty, jasny, co sprawiło, że z zapałem ruszyliśmy go wykonać. Po paru godzinach wykonaliśmy go całkowicie, jednak tutaj wszystko przestało grać jak w zegarku. Dowódctwo wydawało sprzeczne rozkazy, większość TFów było rozbitych, wsparcie docierało do innych, niż potrzebujące go TFów. Jednak osamotnieni partyzanci Urdaru nie poddawali się. Nasz oddział został rozproszony. W leju po pocisku było nas ośmiu, niektórzy chłopcy byli z innego oddziału. Przez 20 minut broniliśmy się przed wrogiem w sile dwa i pół TFu (75 osób) dopóki nie przybyło wsparcie lotnictwa, wtedy mogliśmy się bezpiecznie wycofać. Wielu z nas powróciło
z tamtej akcji rannych, jednak opieka medyczna w polowych szpitalach im św. Respa była skuteczna, jednak słabo zorganizowana, nie było wiadomo, gdzie dostarczać rannych, a miejsca rozlokowania były zbyt oddalone od lini frontu. Razem z chłopakami z amerykańskiego SF dostaliśmy zadanie dowiedzieć się dla kogo pracują najemnicy, po drodze trafiliśmy na kasyno prowadzone przez jedną gildię. Zbierając informację podszywaliśmy się pod Andurian, którzy wydawali tam ogromne pieniądze na skazane na przegraną rozrywki. Nie wiedzieli, że kasyno wygrywa zawsze. Nas jednak też nie powstrzymało to przed wydaniem 400 ACU (Airsoft Curency Unit waluta panująca na terenie WMU) dla zagrania w rosyjską ruletkę. Nigdy nie miałem tyle adrenaliny we krwi, co pociągając za spust rewolweru wycelowanego w moją głowę, a zabiłem już nie jednego Andurianina czy ONZetowca. Na szczęscie to nie mój mózg rozchlapał się na ścianie, to najemnik, który zapraszał mnie do gry pokazał wszystkim swoje myśli. W ten sposób zarobiłem parenaście tysięcy ACU. Dowódctwo po naszej misji nie istniało. Więc do godziny 20 walczyliśmy z napotkanymi oddziałami wroga o przetrwanie. Wygraliśmy. Mimo, że nasze straty były nieporównywalnie większe, to Andurianie jako pierwsi zrezygnowali z ataków na nasz sztab...
Mówiąc wprost. Na Tomaszowie strzelanie zawsze jest ciekawe, jednak Respawny były całkowicie źle zorganizowane, a zasady przejęcia sektorów nie całkiem jasne. Dowódctwo szwankowało, organizator nie brał udziału ani w strzelaniu ani w dowodzeniu. W trakcie strzelania pojawiało się wiele wątków fabularnych, jednak były one zazwyczaj inicjatywą uczestników a nie organizatorów. Duża część uczestników zaczęła rezygnować z rozgrywki jeszcze w trakcie jej trwania. Po zakończeniu spora część zlotu udała się w drogę powrotną do domu, a Ci co zostali albo położyli się spać po kilku piwach, albo szalała do 3 nad ranem pod wpływem alkoholu mocniejszego niż wyżej wymienione.
Rozdział IV - Droga do domu
Wojna trwała krótko. Jednak pochłąneła wiele ofiar, a konflikt nie został ostatecznie rozstrzygnięty. Pewnie za jakiś czas znowu przyjdzie nam stanąć do walki.
Mówiąc wprost. Tomaszowo na pewno nie skończy się po tej edycji, a ja mimo uwag które wymieniłem na pewno zjawię się tam także w przyszłym roku.
EPILOG
Żołnierze oraz Partyzanci wróciwszy do domu na pewno z całej siły przytulili się do swoich żon, mężów, psów, kotów. Wojna się skończyła, jednak konflikt trwa nadal...
Po powrocie do domu, oraz w trakcie podróży nastał czas na refleksję. Każdy myślał o zaletach i wadach zlotu. Tutaj wypiszę wady.
Zlot po pierwsze był za drogi. 50zł za imprezę, która w zeszłym roku była o połowę tańsza. Prawdę mówiąc nie było niczego więcej niż w poprzednich edycjach. Logistyka była przednia. Grochówka dostarczana na pole walki, to samo z wodą, wykorzystanie pojazdów, prąd w agregacie. Wszystko fajnie, ale to było w zeszłym roku... i to za 25 zł. Wtedy było chyba nawet więcej. MTLB.
Po drugie trochę za dużo było łażenia z miejsca na miejsce, oraz dochodzenia do respawnów. Żeby dojść do Respa trzeba było poświęcic 30 min + 20 min na respie + 30 powrót. Troche zbyt długo.
Po trzecie przejmowanie sektorów nie było jasne do końca, tak samo jak przenośne respy.
Po czwarte wreszcie podejście organizatora "macie teren, scenariusz, dowódctwo", to na moje troszkę mało. Większego niż "CZYSTO LOGISTYCZNIE ORGANIZACYJNEGO" udziału Teamu Delta w scenariuszu nie zauważyłem.
Mimo tego jest to zlot kultowy. Nadal uważam go za jeden z najlepszych w Polsce. Ma wiele zalet, nad którymi nie będę się rozwodził. Trzeba przyjechać i się przekonać.