Z piechotą w ringu
Przez dwa tygodnie kolejne kompanie z 1. batalionu manewrowego (1bman)
17. Wielkopolskiej Brygady Zmechanizowanej (17WBZ) brały udział w trzydniowych zajęciach taktycznych. Głównym zamierzeniem zajęć było sprawdzenie dyspozycji i wytrzymałości psychofizycznych żołnierzy podczas wykonywania zadań w warunkach zbliżonych do bojowych.
-Celem naszego działania jest szybkie i bezkolizyjne rozpoznanie położenia pododdziałów i organizacji paramilitarnych walczących stron w rejonie operacji, oczyszczenie strefy zdemilitaryzowanej bez wdawania się w niepotrzebne walki, ustabilizowanie sytuacji i stworzenie warunków do odbudowy systemu bezpieczeństwa i rozwoju regionu.- przedstawił swoim podwładnym ogólne zamierzenia i cele planowanych działań dowódca 1bman, mjr Tomasz Biedziak. W ten oto sposób ruszyła machina, która dała początek trzydniowym zmaganiom wojskowych z kilometrami marszu, kilogramami ekwipunku dźwiganego na plecach, zmęczeniem fizycznym i psychicznym oraz wizją realizacji trudnego, ale jakże odpowiedzialnego zadania.
-Po otrzymaniu szczegółowych wytycznych od dowódcy, przystępuję do opracowywania własnego rozkazu dla podległych mi plutonów.- opowiada dowódca 1. kompani manewrowej, kpt. Michał Hołub. Jego żołnierze jako pierwsi wyruszyli "w bój". Spakowanie plecaków, alarmowe pobranie etatowej broni z magazynu oraz dopasowanie oporządzenia i żołnierze gotowi już są do wymarszu. Ostatnie sprawdzenia, wytyczne, wskazówki i piechocińcy opuszczają rejon bazy. To nie jest zwykły marsz. Każdy ma wyznaczone zadania, ubezpiecza swój sektor i kierunek. W ten sam sposób wychodzą kolejne plutony. Na myśl nasuwa się okrzyk słynnego spikera największych walk bokserskich, Michaela Buffera - Let's get ready to rumble!
Runda 1. i 2. to przeprawa z wykorzystaniem łodzi oraz podręcznych środków desantowych przez rozlewisko wodne i rzekę bez ujawniania swojej obecności.
-Zadanie nie byłoby może trudne, ale chwilę po przebyciu na drugi brzeg pierwszej przeszkody musieliśmy pokonać teren skażony. A marsz w maskach przeciwgazowych przez 40 minut nie należy do rzeczy przyjemnych.- wyznał st. szer. Dawid Pawlikowski, z 3kman. Po przejściu około 12km żołnierze osiągają rejon kolejnej przeprawy. Strome zbocze schodzi wprost do rozległych mokradeł i rzeki Obry. Po pierwsze rozpoznać teren, po drugie zabezpieczyć. Pluton za plutonem, drużyna za drużyną i żołnierz za żołnierzem schodzą powoli w dół. Analizują każdy metr kwadratowy terenu, aż dochodzą do wody. Nie jest tak prosto jak podczas pierwszej próby. Tutaj dochodzi już nurt rzeki. Jednak i z tym lubuska piechota doskonale sobie radzi. Kilka osób się "skąpało", ale to nie deprymuje wojaków. Wręcz przeciwnie dodaje im jeszcze więcej animuszu. -Ubezpieczajcie brzegi i wejście dla pozostałych! Cisza! Nie odzywać się!- co jakiś czas strofuje swoich podwładnych kpt. Paweł Szczyszek. -To bardzo ważny element. Od tego czy zachowamy ciszę i bezszelestnie wykonamy zadanie zależy końcowe powodzenie.- wyjaśnia kapitan. Nad bezpieczeństwem ćwiczących cały czas czuwa zastępca dowódcy bman, kpt. Grzegorz Kaliciak. Przez dwa tygodnie jest obecny w każdym newralgicznym punkcie szkolenia. Nawet podczas przeprawy, przebrany w skafander płetwonurka pilnuje swoich żołnierzy. -Tego typu ćwiczenia to bardzo duże wyzwanie organizacyjne. Należy zachować maksymalny realizm szkolenia przy uwzględnieniu niezbędnych zasad bezpieczeństwa.- reklamuje kapitan Kaliciak. Po przeprawie całej kompanii na drugą stronę rzeki, dowódca nakazuje zajęcie rejonu oraz zorganizowanie bazy wypadowej. To już ostatni element pierwszego dnia zmagań.
Nazajutrz rano rozpoczyna się runda trzecia. Żołnierze wykonują marsz do kolejnego punktu, który znajduje się w okolicach miejscowości Wysoka. Po drodze muszą jeszcze wykonać dwa zadania rozpoznawcze. Wszystko na dystansie około 15km. Po dotarciu na miejsce, przyjęciu zrzutu żywności i wody oraz chwili odpoczynku rozpoczynają następny etap ćwiczenia. Z wykorzystaniem technik linowych piechocińcy schodzą do bunkrów Międzyrzeckiego Rejonu Umocnionego. -Każdy z ćwiczących był odpowiednio wcześniej przygotowany do działania z wykorzystaniem sprzętu wspinaczkowego. Na tym etapie szkolenia jest już spore zmęczenie i nie można pozwolić sobie na rutynę i nonszalancję.- podkreślił instruktor wspinaczki, dowódca drużyny rozpoznawczej, st. kpr. Rafał Miśkowiec. W egipskich ciemnościach żołnierze przeszukują korytarze i pomieszczenia podziemnego labiryntu. Muszą zajrzeć w każdy kąt, w każdy szyb i zakamarek. Od tego zależy ich bezpieczeństwo. Kolejną noc spędzą 15 metrów pod poziomem gruntu, otoczeni tonami betonu i stali. Runda czwarta właśnie się skończyła
Rankiem, trzeciego dnia, żołnierze szybko zwijają swój ekwipunek i opuszczają bunkry. Wreszcie światło dzienne. Oczy powoli się przyzwyczajają. Kolejne plutony formują kolumny marszowe i patrolem ruszają w terasę. Ostatnie kilka lub kilkanaście kilometrów ma być już tylko marszem w stronę jednostki. Tak się jednak nie dzieje. Runda piąta rozpoczęta. Żołnierze wbiegają na strzelnicę w miejscowości Nietoperek. Drużyny, po kolei pobierają amunicję i stają na rubieżach. Dowódca kompanii daje znak i 10-osobowe grupy ruszają "na ostro" do przodu. Po kilkudziesięciu metrach następuje kontakt z przeciwnikiem. Nawała ogniowa kończy się w raz z odstrzeleniem ostatniego celu. -To nie było łatwe strzelanie.- zaznaczają żołnierze z bman. -Ale cała otoczka taktyczna i prowadzone wcześniej działania mobilizowały dodatkowe siły do walki ze zmęczeniem i pojawiającym się na przedpolu przeciwnikiem.- dodają po wykonaniu zadania. Jednogłośnie wygrywając 5-cio rundowy pojedynek na punkty, mecz kończy się po wejściu do koszar. -Przez trzy dni mogliśmy obserwować reakcje naszych żołnierzy na stres, zmęczenie i ból. Udowodnili wszystkim, że piechota to twardzi ludzie z wielkim sercem do walki.- podsumował trzydniowe zmagania dowódca 17. Wielkopolskiej Brygady Zmechanizowanej, gen. bryg. Sławomir Wojciechowski.
Ciekawostką, podczas zajęć żołnierzy z 1. kompani manewrowej był udział w szkoleniu dowódcy 11. Lubuskiej Dywizji Kawalerii Pancernej, gen. dyw. Paweł Lamla. Generał wraz z żołnierzami przeprawiał się przez rzekę, maszerował z plecakiem, a nawet schodził pod ziemię do powojennych bunkrów.